PARCHY

czyli wspinanie po łatwym

Wpisy z tagiem: Kobylany

Trzeba wyrównywać rachunki. Miałem niezałatwioną sprawę na Karierze Boksera i Alarmie dla Nietoperzy. Trzeba było wrócić do Kobylan.

Dolina Kobylańska to cudowne miejsce, ale nie na łikend. Setki niedzielnych turystów, psów, dzieci, grilli, puszek po piwie… i wulgarne śmiechy, uniemożliwiające zaśnięcie przez całą noc. To męczy i odstręcza od tego wyślizganego/klasycznego/wymagającego regionu. czytaj dalej…

Gdy ostatnim razem spacerowaliśmy po Dolinie Kobylańskiej byliśmy zauroczeni. Szybko zrozumieliśmy, że chcemy wrócić ze sprzętem i spróbować jak będzie się wspinać w tym malowniczym rejonie.

Udało się to zrealizować 16 września 2012 roku. Objuczeni szpejem, sprzętem biwakowym, zmęczeni weselnymi szaleństwami poprzedniej nocy – wcisnęliśmy się do zatłoczonego pociągu. Zaimprowizowaliśmy miejsca siedząco-leżące i po paru godzinach oraz dwóch dalszych  przesiadkach dotarliśmy pod znajomą skałę Bramy Kobylańskiej. Napędzani romantycznymi majakami postanowiliśmy się rozbić na polance szczytu Kuli. Widok z tej 30-metrowej skały był wspaniały, zwłaszcza wieczorami. Nie da się ukryć, że ceną za widoki były mordercze podejścia, gdy wracaliśmy zmęczeni ze wspinaczki.

Ale do rzeczy. Formy nie było. Przemęczeni tańcami, podróżą i skostniali po nocy nie mogliśmy odnaleźć w sobie mentalnej mocy do wyciskania z siebie własnego maksa. A słynne kobylańskie mydło dożynało psychę.

W zamyśle na rozgrzewkę wieczorem dnia pierwszego:
Wątłe ryski IV+ na wschodniej części Kuli. Zamysł zamysłem, a droga mnie wyżęła okrutnie i zmiędliła morale.

Po tym doświadczeniu i lodowatej długiej nocy dzień drugi miał być ostrożnym szukaniem formy i próbą odbudowania nadwątlonej psychy. Ale łatwo nie było – poranna zimna skała wykrzywiała palce i zniechęcała do wpinania się w ekspresy. W dużym bólu przeparłem połogą Zadumę V OS na Kuli. W poszukiwaniu ciepła ruszyliśmy w głąb doliny. Po drodze pokonał nas kolejny lodowaty kamień. Wreszcie przedarliśmy się pod nieco bardziej oświetloną Wronią Basztę. Tu udało się zrobić Ściankę na lewo od komina V+ OS i Filarek Urbanistów V+ OS. Na deser na Zadniej Wroniej Baszcie znaleźliśmy coś niesamowitego. Prawdopodobnie był to Lewy filar V+ PP. Łatwy początek po dobrych chwytach i wyjście w eksponowane przewieszenie. Prawdziwy akt wiary. Mocne przeżycie.

Po obiadku wróciliśmy na Kulę. Nokautujące przystawki do Kariery Boksera VI i z blokami przebrnięty Alarm dla nietoperzy VI.1 AF.

Po cieplejszej nocy dzień wyjazdu. Zwijamy namiot i schodzimy do podnóża Kuli. Na pierwszy ogień Hokejka w naszym topo wyceniana na oszałamiające V=. Wstawka i zonk. Totalne mydło pod podchwytem, kilka bloków i dopiero po namowach Kaśki do siłowego rozwiązania przebijam się dalej i docieram do stanu. Jako, że brakuje łańcucha, zjeżdżam by nie wycierać nadwątlonych już ringów. Teraz uzbrojony w dokładniejszy skałoplan mogę zweryfikować: Hokejka V+ AF.

Kolejny pomysł Przez Kulę V. Po łatwym początku błądzę za wielkim odpryskiem skalnym i ładuję się górną partię Amerykańskiej rysy VI+. W niedużym przewieszeniu staram się użyć klinowania pięści, ale brakuje mi doświadczenia i mocy. Na ratunek przychodzi stanowisko od znajdującej się po lewej drogi This is not America. Uff. Dół. Ekspresy rozrzucone na przestrzeni solidnego trawersu. Słońce grzeje, więc uciekamy do cienia, którego Kula oferuje wiele. Kolejne wstawki w Karierę boksera. Nie mogę przełoić kluczowego przewieszenia między 2 a 3 wpinką. Kilka prób i macanie skały na zblokowanej linie. Rysa lewą ręką na odciąg, lewa noga na niczym, prawej strony ciała jakby w ogóle nie było. Mocno ściągam i wreszcie łapię prawą za załamaniem. Tu już udaje się wstawić nogi i wyjść w połogie obłe kaskady. Teraz kilkanaście metrów łatwego i wchodzę w czujne miejsce. Połogo, ale zamiast chwytów tylko wymycia. Wychodzę wyżej na półkę, połówka liny coraz bliżej. Trochę siły trzeba jeszcze włożyć w wyjście na kamień z póły. Ale udało się. Co z tego, że AF?  Satysfakcja i tak jest duża.

Wreszcie Kacha – decyduje się się ruszyć na Goło i Wesoło III+. Do pierwszego stanowiska gładko. Potem trawersuje w te i nazad nerwowo szukając drogi. Tam już jest wysoko i trudno zachować zimną krew. Wreszcie zmusza się do wyjścia na zapiaszczoną załupę i dalej już łatwo do stanowiska. 30-metrowy OS. Ładnie. Schodzimy podekscytowani.

Na koniec na Przydrożnej Skale: Depresją V OS, ale dopiero, gdy udało się zidentyfikować właściwy przebieg tej drogi. Oporządzamy się szybko i w drogę!

Funiówka VI+ AF na Turni Zjazdowej (Nie polecam ze względu na ilośc pylistego guana pod gniazdem w dziurze i okres lęgowy do końca maja.)
Filar/Ściana z krokiem na Turnii z Krokiem, IV+ OS. Muszę poszuka jakiegoś nowszego topo, w starym droga oznaczona jako wariant b.

Długie przemarsze z Bolechowic przez Dolinę Kobylanską do Doliny Będkowskiej pod Sokolicę.
Trochę trawersowania, m. in. w Bramie Bolechowckiej.  

Gdzie teraz? Rudawy Janowickie? Tarn?


  • RSS